Natalia Szulc: "Wymarzony prezent"

– Mamo, mamo, spójrz na moje świadectwo! – zawołała rozradowana Martynka – Same piątki! Czy dostanę wreszcie upragniony prezent w nagrodę?
– Oczywiście – uśmiechnęła się mama – czy nadal chcesz wymarzoną książkę?
– Mamo, cały rok szkolny siedziałam z nosem w książkach – oburzyła się dziewczynka – Chcę psa!
– Kochanie, tłumaczyliśmy ci niejednokrotnie- nie możemy mieć psa, ponieważ nie moglibyśmy wyjeżdżać. Nie mamy osoby, która mogłaby się zająć takim zwierzątkiem. Przecież za tydzień lecimy do Paryża!
– Nie mógłby polecieć piesek z nami?- zapytała błagalnie Martynka.
– Niestety nie. Nie trać czasu. Spotkaj się z Weroniką i idźcie na lody. Ona przecież ma ślicznego pieska.
         Na tę myśl na twarzy dziewczynki zagościł uśmiech i tak jak poradziła jej mama - zadzwoniła do przyjaciółki. Wyszła zadowolona, ponieważ Weronika zamierzała wziąć swojego psa. Idąc w stronę parku skakała i tańczyła, ciesząc się wakacjami. Wreszcie zauważyła przyjaciółkę prowadzącą na smyczy swojego dużego labradora. Martyna przyśpieszyła. Chwilę potem znalazła się obok Weroniki, za którą zdążyła się już stęsknić, choć widziały się zaledwie godzinę temu. Weronika również bardzo się ucieszyła i przyjaźnie uścisnęła Martynę. Były nierozłączne - wszyscy im zazdrościli takiej przyjaźni. Szczególnie Aneta, która miała ogromny talent do wykorzystywania innych. Nie można było z nią długo rozmawiać, gdyż za chwilę wybuchała złością z byle powodu.
– Cześć Martyna, chodźmy do naszej ulubionej lodziarni, być może spotkamy tam osoby z naszej klasy. Pożegnamy się z nimi, porozmawiamy…
– Nie mam ochoty rozmawiać z osobami z naszej klasy. To nudziarze. A poza tym Aneta ciągle będzie się chwalić tym, że wyjeżdża jutro ze znajomymi do Hiszpanii, a Paweł i Aśka będą powtarzać, że po obozie wylatują do Tokio.
          Weronice udało się jednak przekonać Martynę, aby zjadły puchar lodów. Oczywiście, przewidywania Martyny się sprawdziły. Kiedy dziewczyny poszukiwały wolnej ławki na zewnątrz, usłyszały znajomy głos Anety.
– Moi rodzice za świadectwo kupili mi psa!- mówiła Aneta do koleżanek, zachwycających się małym buldogiem.
Krzyczała rzecz jasna na cały głos, aby wzbudzić u wszystkich zazdrość. W prawej ręce wymachiwała niebieskim świadectwem.
–Tak, ciekawe co z nim zrobisz, kiedy wylecisz do Hiszpanii – burknęła Martyna –Wyrzucisz na śmietnik? – spytała, starając się nie pokazać w oczach nawet cienia zazdrości.
– Moja babcia się nim zaopiekuje – odpowiedziała Aneta, wzruszając ramionami.
– Chodź, Martynko! – Weronika pociągnęła ją do wolnego stolika, którego pilnował jej piesek. Ku zdumieniu Martyny, na stoliku stały już dwa puchary czekoladowych, waniliowych i truskawkowych lodów. Obie dziewczynki z apetytem zabrały się do jedzenia. Weronika zerkała na Anetę, która nie zamierzała przestać się chwalić, Martyna zaś wlepiła oczy w ślicznego labradora .
– Fajnie jest mieć psa?- spytała po chwili, biorąc kolejną łyżeczkę truskawkowych lodów.
– Pewnie! Masz się do kogo przytulić, gdy jest ci smutno, zawsze dotrzyma towarzystwa… – mówiła Weronika, oblizując wafelkową rurkę… Masz się z kim bawić, gdy ci się nudzi.
            Martyna jeszcze bardziej zapragnęła mieć psa po opowieściach Weroniki. Grały w aport, ścigały się z pieskiem, siadały na jego grzbiecie… Była zachwycona zabawą, więc gdy przyjaciółki musiały się pożegnać, Martyna natychmiast po powrocie do domu wbiegła do kuchni i opowiadała, jak się bawiły. Mówiła tak dużo i głośno, że omal nie zakrztusiła się pysznym żurkiem. Na koniec znów rozpoczęła dyskusję.
– Mamo, chcę psa.
– Martynko, rozmawiałyśmy już o tym, nie! Nie wolisz dostać książki? Albo jakiejś pięknej koszulki z Paryża? Albo…
– Nie, nie, nie! – wrzeszczała Martyna – Chcę psa! Żaden inny prezent mnie nie ucieszy. Żeby porównywać książki do pieska…
– Martynko, wybij sobie z głowy psa! – mówiła lekko podirytowana mama – Jeśli żaden inny prezent cię nie ucieszy, to widocznie w tym roku będziesz musiała sobie odpuścić nagrodę za świadectwo.
Martyna była jednak nieustępliwa. Pobiegła do pokoju taty, który załatwiał jakąś sprawę związaną z Paryżem. Martyna jednak nie zwróciła najmniejszej uwagi na to, że jej tata jest bardzo zajęty. Od progu zapytała:
– Tato, kupimy psa? Dostałam świetne świadectwo! Kupimy???
– Nie możemy, kochanie… – tata oderwał wzrok od monitora - Nie możemy – powtórzył.
            Dziewczynka nie zadawała więcej pytań. Nie miała ochoty. Wyszła z pokoju i rzuciła się na swoje łóżko. Była zmęczona. Poszła więc się wykąpać. Nie straciła jednak całkowitej nadziei. Dlatego tuż przed snem jeszcze raz postanowiła spytać rodziców, czy nie kupią jej psa. Otrzymawszy odpowiedź „nie”, pobiegła do pokoju, starając się nie rozpłakać.
– Dlaczego nie mogę mieć pieska? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?! – zadawała sobie pytanie tupiąc nogą ze złości, która mieszała się z płaczem – Czemu?!
           Nie zauważyła nawet, kiedy zasnęła. Obudziła się i podeszła do szafy, wybierając ubranie do szkoły. Po chwili przypomniała sobie jednak, że wczoraj zakończył się rok szkolny, że dostała wspaniałe świadectwo, że… że bardzo chce mieć psa. Przeskakując co dwa schodki wbiegła do kuchni i zapytała:
– Mamo, mogę mieć psa? Proszę!
– Nie – odpowiedziała łagodnie, ale stanowczo – Nie możemy.
– Jesteście okropni! – Rozpłakała się dziewczynka – myślałam, że mnie kochacie!
          Martyna codziennie zadawała te pytanie, wracając do pokoju ze łzami w oczach. Za każdym razem słyszała odpowiedź „nie”. Nie poddawała się jednak, nie traciła nadziei. Aż w końcu, jeden dzień przed wylotem do Francji , ponownie zadała pytanie.
– Mamooo! Będziemy mieć psa?
– Naprawdę tak bardzo byś chciała go mieć? – spytała mama - Tak bardzo? Jesteś pewna?
– Och tak! – ucieszyła się Martyna – oczywiście! Mamo, nawet nie wiesz jak ja o tym marzę!
– A czy zdajesz sobie sprawę z tego, jaki to duży obowiązek? Wychodzić z nim na spacery, karmić go, sprzątać po nim…
– Ależ oczywiście, mamo! – zawołała uradowana Martyna! – przemyślałam już to sobie tysiąc razy!
– Wobec tego, przemyśl to sobie w nocy po raz tysiąc pierwszy. Jeśli nadal będziesz chciała mieć pieska, po powrocie z Francji poszukamy jakiej hodowli.
          Martyna była szczęśliwa, jednakże słowa mamy sprawiły, że poczuła jednak pewne wątpliwości. Po raz pierwszy usłyszała odpowiedź inną niż „nie”. To sprawiło, że zaczęła sobie zdawać sprawę, jak wiele obowiązków się z tym wiąże. A jak będzie zima… Czy będzie mi się chciało wychodzić w mroźne dni na spacery? Wstawać wcześnie rano? Czy będzie mi się chciało po nim sprzątać? Czy będę chciała zrezygnować z wyjazdów dla pieska?- myślała Martyna, leżąc w łóżku… Lecz w końcu zasnęła.
          Następnego dnia dziewczynka znów myślała o piesku. Nie była do niego tak przekonana, jak przedtem…
– Czy ja naprawdę umiałabym się nim zająć psem? – zadawała sobie pytania – czy na pewno?
Po długich przemyśleniach do Martyny dotarło, że to tylko głupi kaprys. Natychmiast zbiegła do kuchni.
– I co? Zdecydowałaś się już? Chcesz psa? – spytała mama, nie podnosząc oczu znad książki.
– Podjęłam. I uznałam, że póki co, pieska sobie odpuszczę. Uświadomiłam sobie, że nie jestem jeszcze gotowa. Przyjemnie jest mieć czworonożnego przyjaciela. Ale…
– Ale póki co jeszcze nie jesteś zdecydowana – dokończyła mama Martyny – i bardzo dobrze. Z takimi decyzjami nie należy się spieszyć. Może kiedyś jeszcze do tego wrócimy. Cieszę się, że mam taką mądrą córeczkę – uśmiechnęła się.
– Tak. Zdecydowałam więc, że o piesku pomyślę jeszcze, ale póki co, wolę dostać książkę – powiedziała Martynka – Pojedziemy kupić?
Mama nie odpowiedziała. Poszła na górę.
        Martyna czekała w kuchni na mamę. Domyślała się, że dostanie pierwszą część wymarzonej książki. Ale przeczucia Martyny nie sprawdziły się. Mama szła po schodach, a pod pachą miała coś bardzo płaskiego, ale szerokiego. I owiniętego kolorowym papierem.
– To dla ciebie, kochanie – mama wręczyła jej pakunek. – Weź sobie do Paryża.
Martyna z radością rozpakowała wielką paczkę i ujrzała tam… laptopa! Obejrzała go z zachwytem.
– Dziękuję mamusiu-Martyna rzuciła się jej w ramiona. I przepraszam za moje zachowanie. Naprawdę przepraszam – przytuliła się z całej siły do mamy.
– Nie ma za co – powiedziała jej mama i pocałowała ją w czoło. To nagroda nie tylko za świadectwo, ale też za rozsądek.
       Chwilę później rozradowana Martynka pobiegła do pokoju z nowym laptopem. Podziękowała i przeprosiła tatę, którego również uścisnęła- i z radością powędrowała do swojego pokoju, aby spakować się do Paryża.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz