wyróżnienia:
Marta Stępniewska
Marta Stępniewska
Szkoła Podstawowa nr 66 im. Ks. Juliana Chrościckiego
Jak Karolek dzielny przesądził o losie złej królowej
Gdzieś za wielką górą
i za czarną dziurą,
i w ogóle poza drogą mleczną
było sobie malutkie miasteczko.
A za rzeką… A za rzeką pałac stał,
chyba ze sto metrów miał.
Zła królewna w nim mieszkała,
ciągle tylko narzekała.
Całe pieniądze na sukienki wydawała,
a o mieszkańców zupełnie nie dbała,
za to buty przymierzać uwielbiała.
A w miasteczku głodno, chłodno,
mysz przebiegnie, trzaśnie okno.
Tutaj starzec- żebrak siedzi,
tam się głodne bawią dzieci.
Słychać krzyki! Co się dzieje?
Wszyscy uciekają w knieje.
Ktoś wypuścił dzika z klatki!
A, to wojsko-po podatki.
Nic dziwnego, że uciekają,
przecież pieniędzy kompletnie nie mają.
Głośno starszy szeryf woła,
to nowina niewesoła:
– Dajcie pieniądze na podatki,
dzieci, córki oraz matki!
– Nic nie mamy, więc nie damy.
– Jeśli pieniędzy nie dostanę zaraz,
do więzienia wtrącę was.
Jak powiedział, tak uczynił,
nie zwlekając ani chwili.
Na nic prośby i błagania,
poszła nawet stara niania.
No i wojsko odjechało,
zabierając ludność całą.
Został tylko malutki Karolek,
który schował się pod stołem.
Po chwili zastanowienia
postanowił uwolnić mieszkańców z więzienia.
Wziął swój ulubiony nóż od chleba,
bo nic więcej mu nie potrzeba.
Szedł sobie drogą kamienistą,
aż zobaczył zamczysko.
Patrzy, a tam żołnierz stoi
i tak płacze w swej niedoli:
– Zła królewna pieniądze zabrała,
a o mieszkańcach zapomniała.
Żal mi bardzo tych biedaków
i rodziców, i dzieciaków.
A ty chłopcze skąd przychodzisz?
Dokąd zmierzasz, co tu robisz?
– Gdy przyszliście, uciekałem
i pod stołem się schowałem.
Jak mieszkańców zabierali,
to pod stół nie zaglądali.
Potem się wygramoliłem,
na ratunek pospieszyłem.
– Chętnie cię wspomogę, mały.
Mam już nawet plan wspaniały.
Inni również nam pomogą.
Chodźmy tędy, o … tą drogą.
I do lochów doszli żwawo.
Trzeba było skręcić w prawo,
potem w lewo i znów prosto,
dalej z górki było ostro.
Wzięli klucze od żołnierzy,
każdy człowiek już się cieszy.
Nagle przyszła zła królewna,
bardzo wredna, siebie pewna.
Żołnierze ludzi wypuścili,
gdy królewnę zobaczyli.
Podstępem jeden rycerz otworzył klatkę
i wrzucił tam całą ludzi gromadkę.
Między nimi królewna była
i bardzo się strapiła.
Ludzie na sam tył ją popchnęli
i na tym wcale nie ucierpieli.
Karolek otworzył klatkę,
ale zostawił w niej tę wariatkę.
Królewna krzyczała, płakała,
lecz wypuszczona nie została.
Żołnierze resztę ludzi wypuścili
i potem już sobie dobrze żyli.
A Karolek królem został,
życiu w wiosce nawet sprostał.
Zbiory były urodziwe,
wszystkie dzieci zaś szczęśliwe.
Królewnę zaś starszyzna w celi trzymała,
aż panienka nie zmądrzała.
A Karolek królem został,
życiu w wiosce nawet sprostał.
Zbiory były urodziwe,
wszystkie dzieci zaś szczęśliwe.
Królewnę zaś starszyzna w celi trzymała,
aż panienka nie zmądrzała.
Aleksandra Arciszewska Zestaw poetycki "Biedroneczki i kropeczki..."
Szkoła Podstawowa nr 88 im. Gabriela Narutowicza
Biedroneczki i kropeczki…
Biedroneczkom
koło rzeczki
pogubiły się
kropeczki.
Więc szukają
swych kropeczek,
cętek, plamek i
plameczek.
Tak szukały dwa
kwartały,
aż za głowy się
złapały.
Właśnie sobie
przypomniały,
że nad rzeczkę
nie zajrzały.
Gdy dotarły nad
brzeg rzeczki,
odnalazły swe
kropeczki.
Lecz nad
rzeczką wietrzyk wiał
i biedronkom
cętki zwiał.
A biedronki
wypatrują
i po cichu
lamentują.
Konik polny im
powiedział,
że chrząszcz o
plameczkach wiedział.
Jedną kropkę
miała żaba.
Drugą kropkę
pewien leszcz.
Trzecią kropką
wodny ślimak,
a tę czwartą
znalazł kleszcz.
Poprosiły
biedroneczki:
- Oj, oddajcie
nam cęteczki.
Bez nich smutny jest nasz świat,
bo nie wiemy, ile mamy lat.
III miejsce ex aequo:
Grzegorz Warecki
Szkoła Podstawowa nr 227 im. Kapitana Lucyny Hertz
Grzegorz Warecki
Szkoła Podstawowa nr 227 im. Kapitana Lucyny Hertz
Młody Poeta
Dzięki Pani Żanecie, jedynej na świecie,
poetą zostałem i swój pierwszy wiersz napisałem.
Może i bez składu, może i bez ładu,
ale następnym razem mój wiersz będzie obrazem
pięknej opowieści, co się w głowie nie mieści.
Lecz gdy noc jak atrament ciemna zajrzała do pokoju,
nie mogłem już zaznać chwili spokoju,
że mogę wielkim poetą zostać
i Nagrodę Nobla jak Szymborska za wiersze dostać!
Jednak, gdy noc zaczęła odchodzić,
to mnie obawy zaczęły nachodzić,
że pisanie wierszy to niełatwa sztuka,
tak jak znaleźć wśród książek białego kruka.
Po nocy nadszedł słoneczny poranek
i został wypity ostatni herbaty dzbanek.
To mnie już sen, jak susła zmorzył,
z myślą, że wierszy to ja już chyba nie będę tworzył…
Jan Oleksiuk
Szkoła Podstawowa nr 227 im. Kapitana Lucyny Hertz
Fraszka o szkole
Szkoło, skarbnico trudności!
Czemu nie możesz mieć nad nami litości?
Często się staramy,
mimo że chęci nie zawsze mamy.
Często nam nie wychodzi,
ale gdy tylko nadejdzie dzień wolny,
wtedy jesteśmy bardzo swawolni!
Szkoło, skarbnico trudności!
Czemu nie możesz mieć nad nami litości?
Często się staramy,
mimo że chęci nie zawsze mamy.
Często nam nie wychodzi,
ale gdy tylko nadejdzie dzień wolny,
wtedy jesteśmy bardzo swawolni!
Kamila Kmiecik
Szkoła Podstawowa nr 66 im. Ks. Juliana Chrościckiego
Historia mojej rodziny
Porzucił tata zamglone moczary i śpieszy do zamku
By znaleźć swe dary.
Swe szczęście, radość, przyszłość i cel.
Widzicie jak pędzi? Jak leci przez noc?
Przemyka w ciemnościach jak cień,
By stanąć przed bramą nim zacznie się dzień.
Przez dziurkę od klucza do środka się wcisnął!
Odnalazł komnatę ze złotą kołyską!
A w złotej kołysce mama leżała
I pierwszy swój uśmiech w prezencie mu dała.
Oddała mu uśmiech, oddała mu serce,
By było nas kiedyś jeszcze więcej.
Tak się stało, tak być miało,
Że za latek gdzieś tak sześć w tej kołysce,
Byłam ja, moja siostra i mój brat.
Swe szczęście, radość, przyszłość i cel.
Widzicie jak pędzi? Jak leci przez noc?
Przemyka w ciemnościach jak cień,
By stanąć przed bramą nim zacznie się dzień.
Przez dziurkę od klucza do środka się wcisnął!
Odnalazł komnatę ze złotą kołyską!
A w złotej kołysce mama leżała
I pierwszy swój uśmiech w prezencie mu dała.
Oddała mu uśmiech, oddała mu serce,
By było nas kiedyś jeszcze więcej.
Tak się stało, tak być miało,
Że za latek gdzieś tak sześć w tej kołysce,
Byłam ja, moja siostra i mój brat.
I miejsce:
Aniela Czuma
Szkoła Podstawowa nr 66 im. Ks. Juliana Chrościckiego
Miś i Motylek
Do Misiaczka łakomczucha
przyleciał Motylek,
by zaprosić go na party,
gdzie czas spędzi mile.
Misiek strasznie się ociągał,
był bowiem leniuchem,
miał też bardzo duży brzuszek,
bo był łakomczuchem.
Ale motyl go namawiał,
przysmakami wabił,
aż się Misio zdecydował
i na party stawił.
Tam pokusy miał ogromne,
którym uległ szybko:
a to szynka, a to serek,
to kanapka z rybką.
Gdy spotkanie się skończyło
i wszystko zjeść zdążył,
nie mógł ruszyć się z fotela,
bo brzuszek mu ciążył.
Chciał poprosić gospodarza
zwiewnego Motylka,
by mu pomógł wstać z krzesełka,
bo czuł się jak piłka.
Wtedy Motyl spojrzał tylko
na Misia łasucha
i powiedział: "Ja mam pomóc?
Jam mały jak mucha!"
"Zapamiętaj łakomczuchu -
jeść trzeba z umiarem!"
A Miś tylko jęknął cicho:
"To party z morałem".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz